• foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
  • foto
202 kg karpi w 42 godzin - Zbiornik Elektrowni Rybnik

Każdy kto łowi karpie wie że czas zimy jest okresem stagnacji i wyczekiwania. Jest w kraju nieliczna grupa wędkarzy którzy łowią karpie przez cały rok, szukając ich w kanałach i zbiornikach zrzutowych ciepłej wody do takich zbiorników zaliczamy zbiornik w Rybniku. Nasza przygoda zaczyna się 8 stycznia, gdy spakowaliśmy sprzęt i ruszyliśmy w pięciuset kilometrową trasę. Rezerwację mieliśmy cztero dniową od 9 do 12 stycznia na stanowiskach nr 3 i nr 4. Po przybyciu na miejsce ok. godziny 18 idziemy popatrzeć na wodę i porozmawiać z miejscowymi karpiarzami pytając o efekty. Stwierdzili, że kiepsko ale jest powód do dumy jedna ryba 10kg i druga 20kg w ciągu trzech dni łowienia. Kwitując rozmowę z kolegami stwierdzamy, że dla dwudziestki moglibyśmy siedzieć tydzień. Te dwa brania nie napawały nas optymizmem, lecz nie straciliśmy nadziei, zbyt długo przygotowywaliśmy się do tej wyprawy. Wzięliśmy się ostro do pracy i po dwóch godzinach przygotowań na stanowiskach byliśmy gotowi do wędkowania. Na tej wodzie wywożenia zestawów dozwolone jest od godz. 24-tej, więc zostało nam kilka godzin na ustalenie strategii na co, gdzie i jak łowić. Zmierzyliśmy temperaturę wody, która wynosiła 9°C i podjęliśmy decyzję o łowieniu w głębszych miejscach, z zastosowaniem jako ciężarków zapiętych gumą kamieni. Łukasz ze stanowiska nr 3, wywózka za grzebień, delikatnie na prawo ok. 170 m. Temperatura wody podpowiadała nam by użyć klasycznych „śmierdziuchów”. Na haczykach znalazły się kulki rozmiar 20mm o zapachu krewetki oraz łososia. W naszym arsenale zanętowo-przynętowym znalazły się jeszcze takie przynęty jak łosoś, halibut, energetyczny. Przyszła wyczekiwana  godzina – północ, gdy mogliśmy już wywieźć nasze przynęty i zanęty w łowisko, za pomocą zdalnie sterowanej łódki.

Stanowisko Łukasza zanęcone workiem PVA średniej wielkości zasypanym rozdrobnionym pelletem krewetkowym z dodatkiem zmielonych krewetek z serii Hi-Additive, całość zalana Liquid Food’em krewetka firmy Traper. Kulka haczykowa oblepiona pastą wykonaną z Method-Mix’a krewetka rozrobionego wodą z łowiska z dodatkiem płynnego pokarmu o tym samym zapachy, oraz dodatkiem odrobiny gammarusa, dafni, larwy solowca i krewetki rzecznej. Do komory łódki włożyliśmy zanętę, garść pelletu krewetkowego 12mm i 20mm, garść konopi gotowanych i garść pelletu halibut 16mm, całość zalana 20 min wcześniej Liquid Food’em krewetka.

Sylwek na stanowisku nr 4 łowi na wprost, na klasycznych ciężarkach 200g, w odległości 200m od brzegu. Na haczykach znajdują się kulki o zapachu japońska kałamarnica-ośmiornica. Stanowisko nęcone przy pomocy worka PVA, w którym znajduje się zmielony pellet  o zapachu japońska kałamarnica ośmiornica, zmieszany z rozdrobnionym pelletem – halibut, z dodatkiem Liquid Food’a o zapachu japońskiej kałamarnicy-ośmiornicy i pasty zrobionej z Method Mix’a - japońska kałamarnica-ośmiornica rozrobionego wodą z łowiska, z dodatkami zmielonego pelletu oraz dafni i gammarusa. Do komory łódki Sylwek wsypał garść pelletu  20mm i 24mm halibut, garść konopi gotowanych, a także 100g pelletu 12mm i 8mm japońska kałamarnica-ośmiornica, całość zalana 20 minut wcześniej Liquid Food’em japońska kałamarnica-ośmiornica.

Taką mieszankę zanętową stosowaliśmy do każdorazowej wywózki.

Po zanęceniu i wywiezieniu zestawów, wreszcie przyszedł czas na upragniony wypoczynek po ciężkim dniu. Tak nam się przynajmniej wydawało. Ledwo zdążyliśmy przymknąć oczy, obudził nas przeraźliwy dźwięk sygnalizatora. Centralka Łukasza drżała na stoliku, myśleliśmy, że to jakiś żart, lecz dźwięk nie ustawał. Wybiegamy z namiotu, Łukasz delikatnie zacina i już wie, że to nie żart, ani nie sen - czuje ciężar na końcu wędki. Po pięciu minutach holu ryba jest w podbieraku, waga wskazuje 9,5kg. Branie nastąpiło kilka minut przed pierwszą, czyli niecałą godzinę po wywiezieniu zestawów. Pomyśleliśmy, że to dobra wróżba na dalsze łowienie. Po kilku fotkach ryba wraca do wody, a my robimy następny zestaw, który wywozimy w to samo miejsce. Łódka ledwie zdążyła odpłynąć kilkadziesiąt metrów od brzegu, odezwał się sygnalizator – tym razem jest to branie na wędce Sylwka, więc Łukasz musi ściągnąć łódkę do brzegu. Przycięcie i po kilkunastu minutach holu ryba jest 20 metrów od brzegu, Łukasz podchodzi z podbierakiem, ze słowami „to niemożliwe - dwa brania w tak krótkim czasie”, jak by tego było mało, po chwili słyszymy ostry wyjazd ze szpuli na wędce Łukasza. Z niedowierzaniem patrzymy jak nie przymocowany stojak ląduje na ziemi. Zdumienie i adrenalina mieszają się ze sobą, nie sposób tego przelać na papier, trzeba to przeżyć. Po męczących holach w jednym podbieraku na raz lądują dwa piękne karpie 11.8kg oraz 11.4kg, jeszcze raz pada słowo „niemożliwe”. A jednak do godziny ósmej rano, czyli po ośmiu godzinach zasiadki, mieliśmy już siedem ryb, z czego najmniejsza 8.5kg. Mija czterdziesta druga godzina wędkowania, złowiliśmy już dziewiętnaście ryb, o przeciętnej wadze ponad 10kg. Bardzo dobry wynik zawdzięczamy właściwemu doborowi zanęt i przynęt, odpowiednich na tę porę roku i panującą niską (jak na ten zbiornik) temperaturę wody. Dużym zaskoczeniem dla nas było to, że do tej pory nie mieliśmy żadnego spięcia ryby. Dopiero dwudziesta ryba została zerwana w zaczepach z żyłek. Od tej chwili zaczął się dla nas horror. Nasza wypieszczona zdalnie sterowana łódeczka całkowicie odmówiła współpracy, zostały nam dwa dni wędkowania, a bez wywózki na Rybniku nie ma najmniejszej szansy skutecznie łowić karpie. Zdenerwowani i zdezorientowani zaistniałą sytuacją, nie mając możliwość naprawy łódki, kilkakrotnie podejmowaliśmy próby wywożenia zestawów. Zakończyło się to szybkim rozwijaniem pontonu i płynięciem po dryfującą, niesprawną łódkę. Zrezygnowaliśmy całkowicie z wywożenia zestawów, te dwa dni które nam zostały do końca wędkowania łowiliśmy z zrzutu, gdzie także udało nam się złowić przepiękne ryby,  nie tylko karpie. Sylwek ma delikatne branie, po kilku piknięciach wyskakuje z namiotu, zacina, na wędce czuć, że to niewielka ryba, gdy ryba jest już blisko z niedowierzaniem stwierdzamy, że jest to bardzo okazały jaź. Gdy go wyjęliśmy i zważyliśmy, waga pokazała 4.1kg i długości 62cm. Miłe zaskoczenie w tej trudnej sytuacji. Do końca zasiadki złowiliśmy z rzutu jeszcze parę małych karpi, leszczy i jazi. Ryby które najbardziej nas interesowały, w tym momencie  były dla nas nieosiągalne. Naszą wyprawę zaliczamy do wybitnie udanych, chociaż nie złowiliśmy dużych okazów, te dwa dni na Rybniku utkwią w naszej pamięci do końca życia, w ciągu czterdziestu dwóch godzin złowiliśmy dziewiętnaście ryb o łącznej wadze 202kg. Mimo bardzo dobrego wyniku w czasie tej zasiadki, zadajemy sobie pytanie - gdzie te ryby z tamtych lat, gdzie na Rybniku dwudziestka nie była rzadkością. 

Pobierz katalog w formacie pdf